Roztocze rowerem

Dziesięciodniowa rowerowa objazówka po Roztoczu i najciekawsze zabytki po drodze

Celem naszej tegorocznej wyprawy było Roztocze czyli krainę geograficzną położoną między Kraśnikiem (wyżyna lubelska) a Lwowem (podole). Wybraliśmy to miejsce, ponieważ jest tam względny spokój i cisza, a okoliczne pola, lasy oraz infrastruktura pozwala na jazdę rowerem w oddaleniu od ruchliwych dróg. Trasę można modyfikować według potrzeb. Najłatwiejszy dojazd mają mieszkańcy Warszawy. Z Łodzi trzeba kierować się też w stronę Warszawy i najszybciej autostradą. Dojazd zajmuje ok. 3-4 godziny samochodem z bagażnikiem rowerowym na dachu.

Dzień 1: Gołąb – Janowiec – Kazimierz Dolny

Pierwszym punktem programu był Gołąb. Jest to niewielka wieś, w której znajduje się domek loretański – kopia domku Matki Bożej z Loreto, wybudowany w XVII wieku.

Obok domku znajduje się kościół pw. św. Katarzyny i św. Floriana wybudowany w stylu manierystycznym. Po zwiedzaniu udaliśmy się do Janowca, gdzie na górze ponad „centrum” znajdują się ruiny dość pokaźnych rozmiarów zamku. W cenie biletu (7 zł) można odwiedzić dziedziniec i krużganki. Mimo, iż dziedziniec jest praktycznie pusty, to i tak zamek jest o wiele ciekawszy niż ten w Kazimierzu Dolnym, do którego udaliśmy się później.

Obok zamku znajduje się zespół dworski – zabytki przeniesione z terenów lubelszczyzny, takie jak dwór z Moniak, Stodoła z Wylągów, oraz dwa spichlerze z Podlodowa i z Kurowa.

Przejazd z Janowca do Kazimierza Dolnego jest utrudniony, ponieważ nie ma w tym miejscu żadnego mostu na Wiśle i trzeba pojechać dookoła przez Puławy ok. 30 km. W kilku miejscach można przeprawić się promem, ale my postanowiliśmy pokonać ten kawałek trasy samochodem. Następnie udaliśmy się do miejsca noclegowego w Kazimierzu Dolnym. Zostawiliśmy swoje rzeczy i przeszliśmy pieszo ok. 800 m na zwiedzanie centrum. Priorytetem był zamek, który zamykali o godz. 18. Oczywiście, jak już wielokrotnie mieliśmy okazję się przekonać, o 17:50 zamek był już zamknięty, a ostatnie wejscie było zaplanowane na godzinę 17:30. Na szczęście wieżę widokową i zamek można było oglądać z zewnątrz bez większego problemu. Później weszliśmy na Górę Trzech Krzyży, z której roztacza się panorama na całe miasteczko. Stojąc w centrum rynku mieliśmy okazję podziwiać lot balonem.

Warto rzucić okiem na najbardziej znane kamienice w stylu manierystycznym: Przybyłów oraz Celejowska. Następnie udaliśmy się na spacer deptakiem wzdłuż Wisły. Trochę dalej od centrum znajdują się ruiny zamku w Bochotnicy i stary spichlerz. Wieczorem postanowiliśmy przejść się ok. 1,7 km od centrum, w stronę dwóch wąwozów: Kwaskowa Góra i   Korzeniowy Dół, drugi z nich wydał nam się ciekawszy i nim przeszliśmy kawałek trasy.

Dzień 2: Kazimierz Dolny – Puławy – Nałęczów – Janów Lubelski – Ulanów

Następnego dnia udaliśmy się w dalszą drogę, po drodze odwiedzając dawny kazimierzowski cmentarz żydowski z tzw. ściana płaczu, a potem pojechaliśmy w kierunku północnym kierując się na Puławy. Zwiedziliśmy tam Pałac Czartoryskich wraz z ogrodem, Świątynią Sybilli i Domkiem Gotyckim. Trochę dalej, za granica parku, znajduje się Pałac Marynki, po drugiej stronie parku, za mostkiem nad ulicą, Domek Grecki – obecnie pełniący funkcję biblioteki. Świątynia Sybilli i Domek Gotycki były zamknięte, prawdopodobnie dlatego że był poniedziałek – dzień darmowego zwiedzania. Następnie przeszliśmy do drugiej części parku, gdzie po Schodach Angielskich doszliśmy do Domku Żółtego, w którym zlokalizowana została wystawa historycznych zdjęć ukazujących Pałac w różnych porach roku. Dalej udaliśmy się do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP, kształtem przypominającego większą kopię świątyni sybilli, w którym ławki były ustawione półkoliście.

kościól rotundowy w Puławach

Z Puław pojechaliśmy do Nałęczowa. Byliśmy w kościele św. Jana Chrzciciela i na pobliskim cmentarzu parafialnym, gdzie pochowani są założyciele uzdrowiska, lekarze, artyści, pisarze, itd. Potem w parku zdrojowym napiliśmy się wody – są trzy rodzaje, które mają dobroczynny wpływ na serce i układ krążenia. Podczas dalszej podróży z powodu ulewy zatrzymaliśmy się w Janowie Lubelskim, na krótki spacer po centrum. Potem podjechaliśmy nad zalew, skąd leśną droga poszliśmy do Uroczyska Kruczek, gdzie znajduje się kaplica św. Antoniego i droga krzyżowa. Naszym miejscem docelowym tego dnia był Ulanów, położony u ujścia rzeki Tanew, leżący już w województwie podkarpackim. Myśleliśmy o spływie kajakowym, ale niestety cały czas padało, więc czas spędziliśmy na grze w bilard w „klubie” zorganizowanym w starej stodole i rozmowie z sympatycznym właścicielem domku.

Dzień 3: Ulanów – Janów Lubelski – Szczebrzeszyn – Czarnowoda

Rano udaliśmy się do południowej części Parku Krajobrazowego Lasy Janowskie. Tam przejechaliśmy nieco przeze mnie zmodyfikowanym szlakiem o pierwotnej nazwie „Wyprawa do leśnego skarbca”. Około 40 km trasa przebiegała w pętli przez najciekawsze zakątki południowej części Parku Krajobrazowego (północną widzieliśmy dzień wcześniej). Jako bazę wypadowa wybraliśmy Łążek Garncarski, następnie przez Łążek Ordynacki udaliśmy się do Szklarni, dalej przez Porytowe Wzgórze do Momotów Górnych i z powrotem na miejsce skąd zaczynaliśmy wyprawę. Trasa, która miała nam zająć około 3 godzin zajęła nam prawie 5,5 ze względu na nawierzchnię – trasy są w części piaszczyste, więc nie nadają się do jazdy rowerami trekingowymi. Na szczęście jest to obszar roztocza zachodniego, więc tereny są zazwyczaj płaskie. Po skończonej wyprawie pojechaliśmy obejrzeć miasto chrząszcza, czyli Szczebrzeszyn. Weszliśmy na jeden z najstarszych cmentarzy żydowskich w Polsce, do kościoła i zrobiliśmy sobie zdjęcia z dwoma pomnikami znajdującymi się po dwóch stronach miasta – metalowym w centrum i drewnianym przy źródełku.

Na koniec udaliśmy się na rynek do Restauracji Chrząszcza, która miała dobre opinie, lecz niestety obsługa nie była zbyt miła, a kotlet schabowy ewidentnie odgrzewany i przypalony. Na koniec udaliśmy się na nocleg do Czarnowody, gdzie mieliśmy spędzić kolejne 6 dni. Dojazd do Winnicy Czarnowoda zwykłym samochodem możliwy jest tylko z jednej strony (od Szewni Górnej), wąską drogą o długości 3,5 km (miejscami gruntową). Druga droga dostępna jest wyłącznie dla samochodów terenowych z napędem 4×4. Wybraliśmy to miejsce, bo było mniej więcej po środku i stanowiło dobrą bazę wypadową w każdą stronę naszych wypraw. Niestety nie przewidzieliśmy, że będzie aż tak niedostępne dla świata.

Dzień 4: Czarnowoda – Krasnobród – Józefów

Roztocze środkowe jest bardziej zróżnicowane w rzeźbie terenu – pojawiają się tu wzniesienia. Z powodu ukształtowania terenu, pogody (przelotny lekki deszcz) i nawierzchni,  postanowiliśmy, że na początek wybierzemy łatwiejszą trasę i wybierzemy się na rowerowe zwiedzanie okolicznych miejscowości położonych w gminie Adamów oraz do pobliskiego Krasnobrodu.Mieliśmy tam ok. 15 km drogi, czyli powinnyśmy przejechać trasę w ok. 45 min. zajęło nam ciut ponad 1 godzinę. W Krasnobrodzie odwiedziliśmy były kamieniołom, zalew, pałac, kościół i kaplicę na wodzie. Ponieważ pogoda uległa poprawie postanowiliśmy udać się w dalszą drogę w kierunku Suśca, chociaż wiedzieliśmy że cała trasa może w ostateczności liczyć nawet 80 km. Pierwszym przystankiem na trasie był rezerwat Czartowe Pole z trzema ścieżkami tematycznymi: górną, dolną i do ruin starej papierni. Malownicza ścieżka do papierni biegnie wzdłuż rzeki i ma długość ok. 1,4 km, więc da się ją przejść w mniej niż godzinę uwzględniając różnice poziomów i czytanie tablic informacyjnych.

Polecam zostawić rowery na parkingu przed i przejść się pieszo, ponieważ na trasie znajdują się liczne schody i kładki. Do Suśca nie planowaliśmy jechać, ponieważ był to jeszcze dodatkowy kawałek drogi do nadrobienia, a poza tym odwiedziłam to miejsce przy okazji innego wyjazdu 5 lat temu. Następnie udaliśmy się do Józefowa, gdzie znajduje się kamieniołom z wieżą widokową, podobną do tej w Krasnobrodzie, z tym że tu kamieniołom jest znacznie większy i można przejechać się po jego dnie rowerem.

Dzień 5: Guciów – Zwierzyniec – Górecko Stare

Dzień zapowiadał się ładnie, więc z myślą o spływie kajakowym zabraliśmy rowery na dach i podjechaliśmy na końcowy odcinek spływu samochodem. Zostawiliśmy auto w Guciowie i ruszyliśmy w drogę do Roztoczańskiego Parku Narodowego. Plan zakładał, że po zwiedzaniu wystawy w ośrodku edukacyjno-muzealnym, rozpoczniemy spływ w Hutkach i popłyniemy do Guciowa, gdzie będzie już na nas czekał samochód, którym podjedziemy po zostawione rowery. Będąc w Zwierzyńcu odwiedziliśmy kościółek na wodzie i zatrzymaliśmy się na chwilę w Browarze.

Następnie wstąpiliśmy do ośrodka edukacyjno-muzealnego, żeby kupić bilety na zwiedzanie wystawy stałej. Następne wejscie było za 2 godziny, wiec pojechaliśmy do RPN zatrzymując się na chwilę przy Stawach Echo w miejscu obserwacji koników polskich, które niestety znajdowały się za daleko od płotu. Potem udaliśmy się do Florianki, gdzie zlokalizowana jest hodowla zachowawcza konika, a następnie dalej na południe do Górecka Starego, gdzie znajduje się granica parku. Drogę powrotną do ośrodka na wystawę pokonaliśmy już asfaltem. Wystawa prezentuje gatunki zwierząt zamieszkujących Park. Zwiedzanie trwa jedynie pół godziny, co pozwala zaledwie na liźnięcie tematu, ale ze względów sentymentalnych (kiedyś po niej oprowadzałam) zdecydowałam się wejść na nią ponownie. Niestety po południu nadeszła burza i lało do godziny 17, więc z kajaków nic nie wyszło i musieliśmy obejść się smakiem przez najbliższe 2 dni.

Dzień 6: Czarnowoda – Zamość

Z Czarnowody do Zamościa jest ok. 18 km, na trasie znajdują się dwa bardziej strome podjazdy niezależnie od kierunku jazdy. Jadąc asfaltem na miejsce dotarliśmy w ciągu mniej więcej godziny. Chcąc dowiedzieć się więcej o mieście skorzystaliśmy z oferty biura podróży Quand mieszczącego się w podcieniach na prawo od ratusza, na przeciwko informacji turystycznej. Zwiedzanie starego miasta z przewodnikiem w stroju historycznym zaplanowane było na 11:30. Oprowadzanie trwało ok. 2,5 h, koszt zwiedzania to 15 zł. W ramach biletu jest wejście do Kojca w parku miejskim, gdzie znajduje się makieta Zamościa, oraz na wystawę „koronki, tiurniury, aksamity”. Zwiedzanie odbywa się tylko w piątki, soboty i niedziele w czasie wakacji. Możliwe jest również zwiedzanie z przewodnikiem z informacji turystycznej, które trwa ok 2,5-3 godziny i rozpoczyna się o pełnych godzinach zaczynając od 10:00. Jeżeli ktoś z was skorzystał z tej opcji to napiszcie w komentarzu czy warto. Koszt takiego zwiedzania to 150 zł dzielone na liczbę uczestników.

Zwiedzanie rozpoczęło się na rynku, przewodniczka opowiadała o ratuszu, Ormianach i kamienicach ormiańskich, które niestety w tym tygodniu zostały zasłonięte przez scenę koncertową. Następnie udaliśmy się na Rynek Wodny, a wracając z niego na Rynek Wielki wysłuchaliśmy hejnału. Dalej podeszliśmy do dawnej synagogi, a następnie kościoła św. Katarzyny, w której ukrywany był obraz „hołd pruski” w 1939 roku. Stamtąd udaliśmy się pod pomnik Jana Zamoyskiego oraz Pałac Zamoyskich. Kolejnym punktem programu była makieta historycznego Zamościa w Kojcu, skąd odwiedzając kościół pw. Zmartwychwstania Pańskiego i Świętego Tomasza Apostoła dotarliśmy do ostatniego punktu programu, czyli wystawy strojów historycznych. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele – ot taki dodatkowy punkt programu, ale przewodniczka miała dużą wiedzę na ten temat i przy każdym stroju ciekawie opowiadała, w jakim okresie i okolicznościach się go nosiło, czy był praktyczny czy też nie i jak zmieniała się moda. Będąc w Kojcu usłyszeliśmy historię „stołu szwedzkiego”. Legenda głosi, że kiedy to Jan Zamoyski w czasie potopu szwedzkiego wywęszył podstęp króla szwedzkiego oblegającego Zamość. Chciał on wejść do miasta pod pretekstem skorzystania ze obowiązku szlacheckiej gościnności, co wiązałoby się z ryzykiem zajęcia miasta. Zamoyski wymyślił więc, że wystawi królowi i jego ludziom stoły suto zastawione jadłem przed mury miasta, ale żeby za długo przy murach nie przebywali nie dał im żadnych miejsc do siedzenia. Pozostały czas wolny poświęciliśmy na spacer wśród fortów i po parku oraz obiad w Restauracji Muzealnej Ormiańskie Piwnice, gdzie skosztowaliśmy bardzo dobrych dań polskich i ormiańskich. Potem pojechaliśmy jeszcze do Muzeum Martyrologii Rotunda. Zamość jest niedużym miastem, więc pół dnia powinno wystarczyć na zwiedzanie.

Dzień 7: Czarnowoda – Hutki – Guciów – Zwierzyniec

Nauczeni wcześniejszym doświadczeniem umówiliśmy się na spływ kajakowy przed południem pomimo pochmurnego nieba, bo opady deszczu zapowiadali dopiero po południu. Na Roztoczu w okolicach Zwierzyńca, gdzie mieści się Roztoczański Park Narodowy organizowane są spływy rzeką Wieprz. Właściciele Winnicy Czarnowoda mają zaprzyjaźnione osoby, które organizują spływy i mają niższe stawki, więc za przepłynięcie trzech odcinków zapłaciliśmy jak za jeden. Podróż rozpoczęliśmy w Hutkach i płynęliśmy ok. godzinę do pierwszego przystanku przy młynie w Bondyrzu. Tam musieliśmy przenieść kajaki na drugą stronę mostu. Dalsza trasa spływu była trochę bardziej dzika – więcej połamanych gałęzi i mniejszy ruch. Trzeci odcinek trasy do Guciowa był najpłytszy i prawie w ogóle nie było ludzi. Jeśli nie płynęliście nigdy kajakiem warto zabrać saszetkę wodoodporną na telefon, coś do jedzenia (np. batoniki) i wodę, krem przeciwsłoneczny oraz nakrycie głowy. Po drodze można się zatrzymać w zajeździe, chatce rybaka lub pizzerii w Kaczórkach i coś zjeść. Trzy trasy są przewidziane na ok. 5-6 godzin, nam udało się je przebyć w ciągu 3,5 godziny. Po spływie udaliśmy się jeszcze raz do Zwierzyńca zakupić regionalne produkty – miód fasolowy i piwo Zwierzyniec. Na nocleg wróciliśmy mniej znaną krótszą trasą przez północną część RPN.

Dzień 8: Czarnowoda – Chełm – Lublin

Z Czarnowody udaliśmy się do Chełma – jednego z dawnych Grodów Czerwieńskich. Ulice w mieście są bardzo chaotyczne i ciężko się odnaleźć bez nawigacji. Na Górce Chełmskiej znajduje się Sanktuarium Maryjne. Oprócz tego w mieście znajduje się cerkiew prawosławna (zamknięta dla zwiedzających z powodu remontu) oraz barokowo-rokokowy kościół Rozesłania św. Apostołów, którego wnętrze polecam zobaczyć. Rynek ma dość nietypowy podłużny kształt i znajduje się na nim tylko studnia oraz trzy budki z kebabami: tureckimi i ormiańskim – klimatyzacji brak. Lecz to co przyciąga turystów do tego miasta to ostatnio dobrze reklamowane chełmskie podziemia kredowe. Spacer z przewodnikowym korytarzami pod rynkiem w temperaturze 9 stopni Celsjusza, gdy na dworze jest 30 stopni jest przyjemnie orzeźwiający, ale zmarzlakom, takim jak ja, polecam zabrać  sweter lub bluzę. Przewodnik ciekawie opowiadał, angażował w zwiedzanie dzieci, a także pokazał nam duch Bielucha, polecam.

Dzień 9: Lublin

Rano pojechaliśmy z nowej bazy noclegowej ok 4,5 km do centrum Lublina. Zwiedzaliśmy zamek, niestety nie mogliśmy wejść na dziedziniec, bo rozstawiali rusztowania do remontu. 

Weszliśmy do Kaplicy Św. Trójcy, bilet kosztuje 15 zł, a ze względu na konserwację można przebywać w niej tylko 15 min. Kaplica ozdobiona jest malowidłami w stylu bizantyjsko-ruskim wykonanymi w XV w. przez trzech  malarzy. Następnie udaliśmy się do starego centrum, gdzie warto obejrzeć kamieniczki, do których dochodzi się przez dwie przeciwległe bramy. 

Idąc dalej dochodzimy do bardziej współczesnego centrum, gdzie znajdują się Pałace Czartoryskich i Lubomirskich, a idąc jeszcze dalej Ogród Saski (park) i Katolicki Uniwersytet Lubelski wraz z kościołem. Wracając udaliśmy się do restauracji Sielsko Anielski, gdzie obsługa była bardzo miła, jedzenie dobre, ale ceny dość wysokie. Z ważniejszych kościołów zwiedziliśmy Archikatedrę, która była budowana na styl rzymskiego kościoła Il Gesù oraz Bazylikę dominikanów, w której znajdują się kaplice Firlejów, Ossolińskich i Tyszkiewiczów (za ołtarzem). Potem pojechaliśmy do galerii handlowej Tarasy Zamkowe, na której dachu znajduje się mini-park. Nieopodal znajduje się Katedra Prawosławna Przemienienia Pańskiego, ale była czynna tylko do godziny 16, więc nie udało nam się jej odwiedzić. Mając chwilę więcej warto zajrzeć do Podziemi Browaru Perła, gdzie można poznać jego historię i przebieg procesu warzenia piwa. Porównując dostępność ścieżek rowerowych Lublin wypada słabo w porównaniu z Łodzią – jest ich mniej i nie zawsze łączą się ze sobą.

Powyżej uliczka Żmigród przy Archikatedrze – napis może być czytany od lewej do prawej i na odwrót 🙂 

Dzień 10: Lublin – Kozłówka – Dąbrówka

Po śniadaniu udaliśmy się do Kozłówki położonej ok. 30 km na zachód od Lublina. Mieści się tam Muzeum Zamoyskich, w którym możemy zwiedzić pałac, kaplicę oraz dwie wystawy poświęcone socrealizmowi.

Na miejscu zastaliśmy ekipę filmową TVN, która kręciła jeden z odcinków Top Model. Na szczęście muzeum miało zostać zamknięte dla zwiedzających dopiero po południu i udało nam się zwiedzić wnętrza pałacu i posłuchać o historii rodu Zamoyskich.

Według mnie Pałac w Kozłówce i otoczenie wokół niego prezentuje się lepiej niż Pałac Czartoryskich w Puławach, może dlatego, że był przebudowywany w XX wieku. Obok Pałacu mieści się kaplica pałacowa i wraz z pokojem, w którym w latach 1940-1941 przebywał ksiądz Stefan Wyszyński, późniejszy prymas Polski. Z Kozłówki udaliśmy się do pobliskiego Kozłowieckiego Parku Krajobrazowego, w którym przejechaliśmy się ostatni raz na rowerach 20-kilometrową trasą z Dąbrówki przez Stary Tartak, Rezerwat Kozie Góry do stawów Stróżek i z powrotem do Dąbrówki. Wracając do Łodzi przejeżdżaliśmy przez Żyrardów, w którym znajduje się wpisana na listę pomników historii XIX wieczna osada fabryczna.

Byliście na Roztoczu lub w którymś z okolicznych miast ? Jak wasze wrażenia? Co jeszcze dodalibyście do listy miejsc godnych odwiedzenia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *