Trolltunga

Trolltunga – skała dla wytrwałych z grubym portfelem

Trolltunga to chyba jedna z najczęściej fotografowanych skał w Norwegii. Przeglądając przed wyjazdem zdjęcia w internecie nie miałam pojęcia ile czasu i wysiłku kosztuje dotarcie do niej. Według przewodników na Trolltungę trzeba przeznaczyć od 8 do nawet 12 godzin! Nam przejście tego 28-kilometrowego odcinka zajęło 10 godzin. Co trzeba ze sobą zabrać i na co się przygotować przeczytacie w dzisiejszym wpisie.

Położenie

Trolltunga położona jest stosunkowo niedaleko Bergen, koło miejscowości Odda i Tyssedal, ale ze względu na ukształtowanie terenu i fiordy dojazd do niej zajął nam ok. 2,5-3 godzin. Po drodze mieliśmy jedną przeprawę promową między Tørvikbygd a Jondal. Na ostatni rejs powrotny niestety byśmy się nie załapali, więc pojechaliśmy okrężną drogą przez most Hardanger położony dosłownie między dwoma tunelami. Przy okazji załapaliśmy się na dwa podziemne ronda w tunelu 🙂 Tu mała uwaga, most jest płatny, więc w chwilach zachwytu i zadziwienia pilnujcie właściwego zjazdu, żeby nie powtarzać odcinka 😉

Rondo w tunelu

Poniżej mapka z naszą trasą w obie strony. Trolltungę znajdziecie tam, gdzie niebieska pinezka na skraju jeziora, Google Maps po prostu nie umie tam trafić 😉

Parkingi

Opłaty za wstęp, jak przy większości atrakcji ukryte są w cenie parkingu. A że liczba miejsc na trzech parkingach jest ograniczona – mamy do czynienia z sytuacja kto pierwszy, ten lepszy. Już tłumaczę o co chodzi.

Tablica informacyjna na parkingu nr 2

W odległości około 9 km od początki trasy turystycznej zlokalizowany jest parking nr 1. Za zaparkowanie tam samochodu zapłaciliśmy 300 koron za cały dzień. Można również wykupić bilet dwudniowy za 500 lub trzydniowy za 700 koron. Dodatkowo stoi tam taksówka, której kierowca liczy sobie 100 koron za osobę za przejechanie 5,5-kilometrowego odcinka do parkingu nr 2. Skorzystaliśmy z tej opcji, ponieważ zależało nam na czasie, a parking nr 2 i nr 3 były już zajęte.

Z parkingu nr 2 ponownie biegnie droga tym razem ok. 4 km do parkingu nr 3. Jest to miejsce dla wybranych, dostępne tylko za wcześniejszą rezerwacją i ma pojemność ledwie 20-30 miejsc, z których część zajmują norwescy mieszkańcy tego odludzia. Za przejazd tego odcinka musimy zapłacić 130 koron za osobę, więc postanowiliśmy podejść dalej na własną rękę.

Trasa

Początek to chyba najgorszy odcinek na całej trasie, bo czeka nas naprawdę ostra wspinaczka świeżo wyasfaltowanymi serpentynami. W internecie znajdziemy fotografie ludzi podchodzących stopniami wzdłuż linii kolejki prowadzącej na górę. Obecnie nie da się nimi przejść nawet do pierwszego skrętu, a na dole znajdziemy zakaz wstępu – nowa droga przecięła nieużywane torowisko na kilka części.

Przed dojściem do parkingu nr 3 znajdziemy drogowskaz wskazujący nam szlak. Do tego miejsca podwozi płatny bus. Idąc dalej asfaltem dotrzemy do parkingu, obok którego znajdziemy alternatywną ścieżkę. Omija ona norweskie domki z drugiej strony jeziorka i łączy się z właściwą trasą na Trolltungę. My skorzystaliśmy z niej wracając, bo jest lepiej widoczna z góry i nieco krótsza, choć mniej malownicza.

Po wejściu na szlak idziemy krótko płaskowyżem między bagnami, a następnie rozpoczynamy mozolną wspinaczkę pod górę po kamiennych stopniach. Dalej mijamy kilka jeziorek, by znowu powspinać się na kolejne skałki. Pozostała część trasy to na przemian lekkie zejścia, wąwozy i wspinaczka przez prawie 10 km. Nie ma lekko, tym bardziej, że musimy nieść ze sobą dużo płynów, bo nie uświadczymy tu cienia, a na trasie jest tylko jedno źródełko wody. Warto wziąć ze sobą wygodne górskie buty, bo trasa jest kamienista, a czasami prowadzi po pochyłych skałach. Wszystkie trudy wynagradzają nam urokliwe widoczki 🙂

Droga powrotna jest łatwiejsza, bo prawie cały czas schodzimy z górki. Ciężko idzie się tylko asfaltem opadającym dość ostro w dół.

Parking P3 wieczorem

Schodząc ze szlaku ok. godziny 20.30 odnotowaliśmy, że spora cześć miejsc na trzecim parkingu nadal była zajęta. Podobnie z drugim parkingiem, na który dostać się możemy tylko wcześnie rano. Ci co zostali mają gwarancję wyżej położonego parkingu oraz mogą z rana szybko wejść na szlak prowadzący do skały. Co ciekawe, gdy wracaliśmy nadal sporo osób szło w górę, były nawet rodziny z małymi dziećmi, które zapewne będą nocować w trasie. Mijaliśmy też wiele namiotów, pomimo wielokrotnie powtarzanego zakazu ich rozbijania na obszarze szlaku.

Skała

W przewodnikach jest napisane ze trzeba się przy niej znaleźć bardzo wcześnie z dwóch powodów:

  1. Żeby zająć miejsce na wyższym parkingu.
  2. Żeby krócej stać w kolejce do zrobienia zdjęcia.

Dobrze czytacie, do zdjęcia jest kolejka 🙂 Mówią, że nawet na 45 minut stania w godzinach „szczytu”. Większość osób robi sobie mini sesję zdjęciową indywidualnie, a czasami też grupowo. Aby złapać dobrą perspektywę potrzebujemy drugiej osoby, która ustawi się w niedalekiej odległości od skały. Bardzo ważne jest złapanie odpowiedniej perspektywy.

My dotarliśmy na miejsce o godz. 17 i przed nami było maksymalnie 5 osób w kolejce, więc na spokojnie ustawiliśmy się do niej dwa razy wymieniając się aparatem. Parę metrów niżej znajduje się druga mniejsza skała, trochę podobna do Trolltungi, ale grubsza. Zdjęcia z niej wyglądają równie imponująco. Przyszykujcie sobie zawczasu aparat do robienia zdjęć pod słońce, bo w lipcu późnym popołudniem świeci prosto w obiektyw.

Ktoś z Was był na skale? Jak wasze wrażenia? Może kogoś z Was zachęciłam do wspinaczki lub wręcz przeciwnie? Dajcie znać poniżej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *